Eugeniusz Smolar
Polska
osamotniona.
Nikt nie chce więcej PiS w
Europie
Gazeta Wyborcza 10.08.2023
https://wyborcza.pl/7,75968,30059876,polska-osamotniona-nikt-nie-chce-wiecej-pis-w-europie.html
Rządzący chełpliwie głoszą, że wyrastamy na europejską potęgę, ale w rzeczywistości polityka obecnej władzy owocuje izolacją Polski. Nikt z nami niczego nie konsultuje, przedstawiciele Warszawy nie są zapraszani na ważne spotkania.
Po wybuchu wojny w Ukrainie znaczenie Polski bez wątpienia wzrosło, głównie w następstwie dostaw broni i innej pomocy oraz w konsekwencji faktu, że Polska stała się centrum logistycznym transportu do Ukrainy, a także masowo przyjęła uchodźców. Zapowiedziany wzrost budżetu obronnego do 4 proc. PKB i zakupy broni w ciągu kilku lat uczynią z frontowej Polski silnego aktora w europejskiej polityce bezpieczeństwa.
PiS-entuzjaści tworzą miraże
przyszłego znaczenia kraju jako mającego rozdawać geopolityczne karty,
zastępując Berlin, Paryż i Brukselę. Zamiast budować wspólny front z Niemcami i
Francuzami, wykorzystując ogromne zbliżenie się ich polityki do polskiej, i w
ocenie Rosji, i konieczności pomocy Ukrainie, PiS forsuje antyteutońskie i
antyunijne fobie. Osłabia więc równie ważną, a zapewne dla naszego
bezpieczeństwa istotniejszą od zakupów broni spoistość NATO i UE.
Szczyt NATO w Wilnie pokazał prawdę
Zderzeniem z realiami polityki naszych
sojuszników, w tym przede wszystkim USA, stał się szczyt NATO w Wilnie 11-12
lipca. Wbrew woli Niemiec i Francji, Turcji i Węgier, a dodatkowo jeszcze po negatywnej reakcji
prezydenta Bidena Morawiecki i MSZ, niewątpliwie ze wsparciem Kaczyńskiego,
nieskutecznie obstawali przy postulacie jak najszybszego przyjęcia Ukrainy do
NATO.
Towarzyszyły temu buńczuczne głosy,
postulujące prowadzenie polityki samodzielnej, co oznacza niezależnej od
postawy sojuszników, z pomijaniem zasady jednomyślności w NATO. Jeden z
wpływowych analityków i doradca kilku prezydentów Francji, François Heisbourg,
na jednej z konferencji określił taką postawę jako „geopolitykę zramolałego
dziadka" (geopolitique du dada).
W niedawnym artykule „Polska, sojusznik
infantylny" prof. Roman Kuźniar zauważył:
„Jałowość naszej polityki bezpieczeństwa i postawy w przededniu Wilna
powodowała, że polski głos był, zarówno przed szczytem, jak i w jego trakcie,
zupełnie niesłyszalny. Rządowi politycy czy eksperci nie byli zapraszani na
żadne konferencje, do żadnych dyskusji, jakie toczyły się w tych dniach w
różnych miejscach Europy. Uważano, że nic wartościowego nie mają do
powiedzenia".
Jest to stwierdzenie prawdziwe. W
NATO, w poszczególnych stolicach i w najbardziej miarodajnych mediach
odnotowano oczekiwania Polski, Litwy czy Estonii wobec przyszłości Ukrainy,
skupiając się jednak głównie na postawie USA, Niemiec i Francji.
Prezydent Francji Emmanuel
Macron przychylił się do sugestii kanclerza
Olafa Scholza i mimo mroźnych stosunków z Polską zgodził się na spotkanie w
formacie weimarskim w lutym i w czerwcu br. Wobec apelu Dudy o przedstawienie
bardziej konkretnej perspektywy przystąpienia do NATO wspólnie ogłosili, że
„trzeba wysłać Kijowowi bardzo ważny sygnał" i udzielać Ukrainie wszelkiej
pomocy. Jak jednak dowiódł szczyt NATO w Wilnie, bez konkretów w najważniejszej
dla Ukrainy i Polski sprawie.
Duda i Morawiecki, powołując się na
wspólne, z wyjątkiem Węgier, stanowisko państw regionu, co rusz ogłaszali
prowadzenie z sukcesem konsultacji z zachodnioeuropejskimi sojusznikami. Nie
było jednak wizyt w Warszawie na wysokim szczeblu, choć w miesiącach
poprzedzających szczyt w Wilnie odbywały się liczne konsultacje i międzyrządowe
konferencje. Tyle że nie uczestniczyli w nich przedstawiciele polskich władz.
Państwa bałtyckie omijają Polskę
Znamienne jest wspólne stanowisko
państw nordyckich i bałtyckich. Skoro w wypadku zagrożenia Polska służyć
będzie, jak ma to już miejsce wobec Ukrainy, jako naturalne zaplecze
strategiczne i logistyczne dla Litwy, Łotwy i Estonii, to dlaczego mimo to ciążą
one ku północy, nie starając się pogłębiać stosunków z Polską?
Odnotował to ostatnio były minister
spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, mówiąc w
Polsacie: „My nie mamy dużego poparcia w
regionie. To było wyraźne w panelu w Bratysławie, gdzie odbywał się GLOBSEC,
duża konferencja dotycząca bezpieczeństwa europejskiego. Nam tutaj, niestety,
nie udało się do naszych racji przekonać naszych tradycyjnych
sojuszników".
Na tej największej w Europie,
trzydniowej konferencji, w panelu „Europa Środkowo-Wschodnia w czasie
wojny", wystąpił co prawda minister Zbigniew Rau z ministrem spraw
zagranicznych Słowacji oraz z byłą prezydent Estonii. Żaden polski polityk,
dyplomata lub ekspert nie uczestniczył jednak w jednym z 30 innych paneli
poświęconych obronie i odbudowie Ukrainy, warunkom doprowadzenia do pokoju,
wzmocnieniu NATO i obecności Sojuszu na wschodniej flance, rozbudowie zdolności
obronnych i przemysłu zbrojeniowego w Europie, ocenie sytuacji w Rosji,
skuteczności sankcji, rozwojowi UE i przyszłemu jej poszerzaniu, bezpieczeństwu
energetycznemu, konsekwencjom zmian klimatycznych, zmianom w gospodarce
globalnej, wojnie cybernetycznej oraz przeciwdziałaniu dezinformacji, obronie
demokracji i zasad państwa prawa itp., itd. Stanowcze, integrujące i
mobilizujące sojuszników wokół zadania pomocy Ukrainie i przeciwstawienia się
Rosji przemówienia wygłosili Ursula von der Leyen i sekretarz generalny NATO
Jens Stoltenberg. Głośnym echem odbiło się mocne, proukraińskie przemówienie
prezydenta Emmanuela Macrona.
Wpływowy w USA Atlantic Council
tradycyjnie od lat dba o obecność przedstawicieli kolejnych polskich władz na
swoich konferencjach organizowanych w Warszawie, jak np. podczas majowego
Warsaw Week, ale już niekoniecznie za granicą. Przykładem choćby czerwcowe
Central and Eastern European Energy Security Conference, na którym w
Waszyngtonie wystąpiła np. minister gospodarki Kosowa, ale już nikt z Polski. W
sytuacji, w której energetyka odgrywa w naszym regionie tak ważną rolę, i
gospodarczą, i w zakresie bezpieczeństwa. Weźmy też pod uwagę, że Atlantic
Council jest entuzjastą i promotorem w USA projektu Trójmorza, w którym
inwestycje w infrastrukturę energetyczną w regionie mają zasadnicze znaczenie.
Także na ważnym dwudniowym Brussels
Forum 2023, organizowanym od lat przez fundację amerykańską German Marshall
Fund of the US (GMFUS), nie było w tym roku w maju ani jednego mówcy z Polski.
Podczas innej konferencji
bezpieczeństwa, Lennart Meri Conference w Tallinie, obok prezydentów, premierów
czy ministrów wielu państw z Polski wystąpili tylko Sławomir Dębski, dyrektor
PISM, w panelu poświęconym bezpieczeństwu w północnej Europie, oraz Michał
Baranowski, przedstawiciel biura warszawskiego GMFUS, w dyskusji nad
perspektywą zakończenia wojny w Ukrainie.
Rząd Polski jest traktowany jak ciało obce w UE i NATO
Znaczące było towarzyszące szczytowi w
Wilnie NATO Public Forum. Omawiano na nim tematy podobne do innych, wcześniej
opisanych konferencji. Jedną z dyskusji moderowała Katarzyna Pisarska, a jako
jedyny Polak wystąpił Sławomir Dębski w panelu pt. „Rozmowa z liderami
społeczeństwa obywatelskiego: uwolnienie potencjału Ukrainy". Mniejsza o
to, że trudno uznać państwowy PISM i jego dyrektora, zwolennika prowadzonej
przez rząd polityki, za przedstawicieli polskiego społeczeństwa obywatelskiego.
Ważniejsze jest, że wśród całej plejady prezydentów, premierów i ministrów
licznych krajów nie znalazło się miejsce dla choćby jednego przedstawiciela
polskich władz. Na Forum organizowanym oficjalnie przez NATO poświęcono czas na
rozmowę z premierem Albanii, ale już nie z Morawieckim czy z Dudą…
Wbrew propagandzie o rosnącym
znaczeniu Polska jest w gremiach międzynarodowych nieobecna. Nie dlatego, że
nie wzrosło jej znaczenie w polityce bezpieczeństwa, lecz dlatego, że obecne
władze są traktowane jako obce ciało ze względu na prowadzoną przez nich
politykę – w kraju i za granicą.
Rząd PiS wierzy, iż może wzmacniać
bezpieczeństwo Polski poprzez sojusz z USA i w ramach NATO, walcząc
jednocześnie z UE. Infantylizm takiego myślenia wynika z tego, że w obu
organizacjach uczestniczą w większości te same państwa, których rządy wyciągają
własne wnioski z polityki prowadzonej przez Warszawę.
PiS nie rozumie, że dla Waszyngtonu ważna jest nie tylko kasa, ale i wartości demokratyczne
Stanom Zjednoczonym PiS proponuje
stosunki transakcyjne: jako dobry, spolegliwy sojusznik zbroimy się, kupujemy
za miliardy broń amerykańską, wy zaś nie wtrącajcie się w nasze sprawy
wewnętrzne. Reakcje oficjalnego Waszyngtonu są jednoznaczne: wspólne wartości
mają znaczenie, gdyż są podstawą zaufania. Francja i Niemcy bywają trudnymi
partnerami dla USA, ale w Waszyngtonie uznawane są za szczególnie ważne dla
europejskiego bezpieczeństwa, posiadając, odmiennie od Polski, zdolność
skupiania wokół siebie innych państw.
Stanom Zjednoczonym PiS proponuje
stosunki transakcyjne: jako dobry, spolegliwy sojusznik zbroimy się, kupujemy
za miliardy broń amerykańską, wy zaś nie wtrącajcie się w nasze sprawy
wewnętrzne. Reakcje oficjalnego Waszyngtonu są jednoznaczne: wspólne wartości
mają znaczenie, gdyż są podstawą zaufania. Francja i Niemcy bywają trudnymi
partnerami dla USA, ale w Waszyngtonie uznawane są za szczególnie ważne dla
europejskiego bezpieczeństwa, posiadając, odmiennie od Polski, zdolność
skupiania wokół siebie innych państw.
Gdyby Amerykanom zależało, mogliby
wykorzystać swoje wpływy dla zapewnienia obecności przedstawicieli obecnego
rządu polskiego w debatach międzynarodowych. Dziwią się, ale z pewnością nie
frasują zapowiedzią zakupu np. 500 rakietowych himarsów, gdy USA, z ich
globalnym zaangażowaniem, dysponują obecnie 410 wyrzutniami i zamierzają
dopiero w ciągu pięciu lat podwoić ich liczbę.
Źródłem izolacji Polski jest konflikt
wartości i wynikający z niego brak zaufania do polskiego obozu rządzącego,
flirtującego z europejską nacjonalistyczną prawicą, równie antyunijną, co
prorosyjską. Nie pomogły też gesty Dudy wobec Pekinu. Poczucie obcości wzmagają
tendencje autorytarne – ataki na praworządność i na niezależność wymiaru
sprawiedliwość, na media („lex TVN") i opozycję („lex Tusk"), także
na mniejszości, w tym na środowiska LGBT+.
Tego rządu, z wyjątkiem Węgier Orbána,
który to czyni we własnym interesie, nie popiera żadne państwo w regionie, za
którego lidera chce uchodzić Polska, gdyż inni zdecydowanie odrzucają
sugerowany wybór między UE i Berlinem a Warszawą. A raczej go dokonują i nie
uznają obecnego polskiego rządu za punkt odniesienia dla swoich polityk. Stąd
także praktyczny zanik Trójmorza, za którego projekty infrastrukturalne i tak
miałaby w ogromnym stopniu płacić UE.
Wyrazem swoistej samoizolacji był
dostrzeżony brak Polski wśród państw, które dołączyły do deklaracji gwarancji
bezpieczeństwa dla Ukrainy, ogłoszonej przed szczytem NATO w Wilnie przez Grupę
G7 – natychmiast uczyniły to Czechy, Dania, Hiszpania, Holandia, Norwegia i
Szwecja. Konflikty z Kijowem na tle importu produktów rolnych i Wołynia okazują
się ważniejsze niż przyszłość Ukrainy i bezpieczeństwo Polski.
Politycy, dyplomaci i dziennikarze
nieustannie ze sobą rozmawiają i wymieniają się ocenami. Rośnie przekonanie w
państwach bałtyckich, także w Kijowie, że obecna polityka Warszawy utrudnia
przystąpienie Ukrainy do Unii. Przyglądając się jednak polityce Orbána i PiS,
dostrzega się w reszcie Europy niebezpieczeństwo dla zwartości i skuteczności
działania Unii po przystąpieniu państw tak potencjalnie niestabilnych i
nieprzewidywalnych politycznie, jak duża i straumatyzowana po wojnie
Ukraina, Mołdowa czy Serbia.
Nikt nie chce więcej PiS w Europie,
poza samymi PiS-owcami, polskimi i zagranicznymi.
*) Eugeniusz Smolar
jest analitykiem i członkiem Rady Centrum Stosunków Międzynarodowych, byłym
dyrektorem Sekcji Polskiej BBC.
No comments:
Post a Comment