8.14.2023

Polska osamotniona. Nikt nie chce PiS w Europie

Eugeniusz Smolar

Polska osamotniona.

Nikt nie chce więcej PiS w Europie

Gazeta Wyborcza 10.08.2023

https://wyborcza.pl/7,75968,30059876,polska-osamotniona-nikt-nie-chce-wiecej-pis-w-europie.html

Rządzący chełpliwie głoszą, że wyrastamy na europejską potęgę, ale w rzeczywistości polityka obecnej władzy owocuje izolacją Polski. Nikt z nami niczego nie konsultuje, przedstawiciele Warszawy nie są zapraszani na ważne spotkania.

 Po wybuchu wojny w Ukrainie znaczenie Polski bez wątpienia wzrosło, głównie w następstwie dostaw broni i innej pomocy oraz w konsekwencji faktu, że Polska stała się centrum logistycznym transportu do Ukrainy, a także masowo przyjęła uchodźców. Zapowiedziany wzrost budżetu obronnego do 4 proc. PKB i zakupy broni w ciągu kilku lat uczynią z frontowej Polski silnego aktora w europejskiej polityce bezpieczeństwa.

PiS-entuzjaści tworzą miraże przyszłego znaczenia kraju jako mającego rozdawać geopolityczne karty, zastępując Berlin, Paryż i Brukselę. Zamiast budować wspólny front z Niemcami i Francuzami, wykorzystując ogromne zbliżenie się ich polityki do polskiej, i w ocenie Rosji, i konieczności pomocy Ukrainie, PiS forsuje antyteutońskie i antyunijne fobie. Osłabia więc równie ważną, a zapewne dla naszego bezpieczeństwa istotniejszą od zakupów broni spoistość NATO i UE.

Szczyt NATO w Wilnie pokazał prawdę

Zderzeniem z realiami polityki naszych sojuszników, w tym przede wszystkim USA, stał się szczyt NATO w Wilnie 11-12 lipca. Wbrew woli Niemiec i Francji, Turcji i Węgier, a dodatkowo jeszcze po negatywnej reakcji prezydenta Bidena Morawiecki i MSZ, niewątpliwie ze wsparciem Kaczyńskiego, nieskutecznie obstawali przy postulacie jak najszybszego przyjęcia Ukrainy do NATO.

Towarzyszyły temu buńczuczne głosy, postulujące prowadzenie polityki samodzielnej, co oznacza niezależnej od postawy sojuszników, z pomijaniem zasady jednomyślności w NATO. Jeden z wpływowych analityków i doradca kilku prezydentów Francji, François Heisbourg, na jednej z konferencji określił taką postawę jako „geopolitykę zramolałego dziadka" (geopolitique du dada).

W niedawnym artykule „Polska, sojusznik infantylny" prof. Roman Kuźniar zauważył: „Jałowość naszej polityki bezpieczeństwa i postawy w przededniu Wilna powodowała, że polski głos był, zarówno przed szczytem, jak i w jego trakcie, zupełnie niesłyszalny. Rządowi politycy czy eksperci nie byli zapraszani na żadne konferencje, do żadnych dyskusji, jakie toczyły się w tych dniach w różnych miejscach Europy. Uważano, że nic wartościowego nie mają do powiedzenia".

Jest to stwierdzenie prawdziwe. W NATO, w poszczególnych stolicach i w najbardziej miarodajnych mediach odnotowano oczekiwania Polski, Litwy czy Estonii wobec przyszłości Ukrainy, skupiając się jednak głównie na postawie USA, Niemiec i Francji.

Prezydent Francji Emmanuel Macron przychylił się do sugestii kanclerza Olafa Scholza i mimo mroźnych stosunków z Polską zgodził się na spotkanie w formacie weimarskim w lutym i w czerwcu br. Wobec apelu Dudy o przedstawienie bardziej konkretnej perspektywy przystąpienia do NATO wspólnie ogłosili, że „trzeba wysłać Kijowowi bardzo ważny sygnał" i udzielać Ukrainie wszelkiej pomocy. Jak jednak dowiódł szczyt NATO w Wilnie, bez konkretów w najważniejszej dla Ukrainy i Polski sprawie.

Duda i Morawiecki, powołując się na wspólne, z wyjątkiem Węgier, stanowisko państw regionu, co rusz ogłaszali prowadzenie z sukcesem konsultacji z zachodnioeuropejskimi sojusznikami. Nie było jednak wizyt w Warszawie na wysokim szczeblu, choć w miesiącach poprzedzających szczyt w Wilnie odbywały się liczne konsultacje i międzyrządowe konferencje. Tyle że nie uczestniczyli w nich przedstawiciele polskich władz.

Państwa bałtyckie omijają Polskę

Znamienne jest wspólne stanowisko państw nordyckich i bałtyckich. Skoro w wypadku zagrożenia Polska służyć będzie, jak ma to już miejsce wobec Ukrainy, jako naturalne zaplecze strategiczne i logistyczne dla Litwy, Łotwy i Estonii, to dlaczego mimo to ciążą one ku północy, nie starając się pogłębiać stosunków z Polską?

Odnotował to ostatnio były minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz, mówiąc w Polsacie: „My nie mamy dużego poparcia w regionie. To było wyraźne w panelu w Bratysławie, gdzie odbywał się GLOBSEC, duża konferencja dotycząca bezpieczeństwa europejskiego. Nam tutaj, niestety, nie udało się do naszych racji przekonać naszych tradycyjnych sojuszników".

Na tej największej w Europie, trzydniowej konferencji, w panelu „Europa Środkowo-Wschodnia w czasie wojny", wystąpił co prawda minister Zbigniew Rau z ministrem spraw zagranicznych Słowacji oraz z byłą prezydent Estonii. Żaden polski polityk, dyplomata lub ekspert nie uczestniczył jednak w jednym z 30 innych paneli poświęconych obronie i odbudowie Ukrainy, warunkom doprowadzenia do pokoju, wzmocnieniu NATO i obecności Sojuszu na wschodniej flance, rozbudowie zdolności obronnych i przemysłu zbrojeniowego w Europie, ocenie sytuacji w Rosji, skuteczności sankcji, rozwojowi UE i przyszłemu jej poszerzaniu, bezpieczeństwu energetycznemu, konsekwencjom zmian klimatycznych, zmianom w gospodarce globalnej, wojnie cybernetycznej oraz przeciwdziałaniu dezinformacji, obronie demokracji i zasad państwa prawa itp., itd. Stanowcze, integrujące i mobilizujące sojuszników wokół zadania pomocy Ukrainie i przeciwstawienia się Rosji przemówienia wygłosili Ursula von der Leyen i sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg. Głośnym echem odbiło się mocne, proukraińskie przemówienie prezydenta Emmanuela Macrona.

Wpływowy w USA Atlantic Council tradycyjnie od lat dba o obecność przedstawicieli kolejnych polskich władz na swoich konferencjach organizowanych w Warszawie, jak np. podczas majowego Warsaw Week, ale już niekoniecznie za granicą. Przykładem choćby czerwcowe Central and Eastern European Energy Security Conference, na którym w Waszyngtonie wystąpiła np. minister gospodarki Kosowa, ale już nikt z Polski. W sytuacji, w której energetyka odgrywa w naszym regionie tak ważną rolę, i gospodarczą, i w zakresie bezpieczeństwa. Weźmy też pod uwagę, że Atlantic Council jest entuzjastą i promotorem w USA projektu Trójmorza, w którym inwestycje w infrastrukturę energetyczną w regionie mają zasadnicze znaczenie.

Także na ważnym dwudniowym Brussels Forum 2023, organizowanym od lat przez fundację amerykańską German Marshall Fund of the US (GMFUS), nie było w tym roku w maju ani jednego mówcy z Polski.

Podczas innej konferencji bezpieczeństwa, Lennart Meri Conference w Tallinie, obok prezydentów, premierów czy ministrów wielu państw z Polski wystąpili tylko Sławomir Dębski, dyrektor PISM, w panelu poświęconym bezpieczeństwu w północnej Europie, oraz Michał Baranowski, przedstawiciel biura warszawskiego GMFUS, w dyskusji nad perspektywą zakończenia wojny w Ukrainie.

Rząd Polski jest traktowany jak ciało obce w UE i NATO

Znaczące było towarzyszące szczytowi w Wilnie NATO Public Forum. Omawiano na nim tematy podobne do innych, wcześniej opisanych konferencji. Jedną z dyskusji moderowała Katarzyna Pisarska, a jako jedyny Polak wystąpił Sławomir Dębski w panelu pt. „Rozmowa z liderami społeczeństwa obywatelskiego: uwolnienie potencjału Ukrainy". Mniejsza o to, że trudno uznać państwowy PISM i jego dyrektora, zwolennika prowadzonej przez rząd polityki, za przedstawicieli polskiego społeczeństwa obywatelskiego. Ważniejsze jest, że wśród całej plejady prezydentów, premierów i ministrów licznych krajów nie znalazło się miejsce dla choćby jednego przedstawiciela polskich władz. Na Forum organizowanym oficjalnie przez NATO poświęcono czas na rozmowę z premierem Albanii, ale już nie z Morawieckim czy z Dudą…

Wbrew propagandzie o rosnącym znaczeniu Polska jest w gremiach międzynarodowych nieobecna. Nie dlatego, że nie wzrosło jej znaczenie w polityce bezpieczeństwa, lecz dlatego, że obecne władze są traktowane jako obce ciało ze względu na prowadzoną przez nich politykę – w kraju i za granicą.

Rząd PiS wierzy, iż może wzmacniać bezpieczeństwo Polski poprzez sojusz z USA i w ramach NATO, walcząc jednocześnie z UE. Infantylizm takiego myślenia wynika z tego, że w obu organizacjach uczestniczą w większości te same państwa, których rządy wyciągają własne wnioski z polityki prowadzonej przez Warszawę.

PiS nie rozumie, że dla Waszyngtonu ważna jest nie tylko kasa, ale i wartości demokratyczne

Stanom Zjednoczonym PiS proponuje stosunki transakcyjne: jako dobry, spolegliwy sojusznik zbroimy się, kupujemy za miliardy broń amerykańską, wy zaś nie wtrącajcie się w nasze sprawy wewnętrzne. Reakcje oficjalnego Waszyngtonu są jednoznaczne: wspólne wartości mają znaczenie, gdyż są podstawą zaufania. Francja i Niemcy bywają trudnymi partnerami dla USA, ale w Waszyngtonie uznawane są za szczególnie ważne dla europejskiego bezpieczeństwa, posiadając, odmiennie od Polski, zdolność skupiania wokół siebie innych państw.

Stanom Zjednoczonym PiS proponuje stosunki transakcyjne: jako dobry, spolegliwy sojusznik zbroimy się, kupujemy za miliardy broń amerykańską, wy zaś nie wtrącajcie się w nasze sprawy wewnętrzne. Reakcje oficjalnego Waszyngtonu są jednoznaczne: wspólne wartości mają znaczenie, gdyż są podstawą zaufania. Francja i Niemcy bywają trudnymi partnerami dla USA, ale w Waszyngtonie uznawane są za szczególnie ważne dla europejskiego bezpieczeństwa, posiadając, odmiennie od Polski, zdolność skupiania wokół siebie innych państw.

Gdyby Amerykanom zależało, mogliby wykorzystać swoje wpływy dla zapewnienia obecności przedstawicieli obecnego rządu polskiego w debatach międzynarodowych. Dziwią się, ale z pewnością nie frasują zapowiedzią zakupu np. 500 rakietowych himarsów, gdy USA, z ich globalnym zaangażowaniem, dysponują obecnie 410 wyrzutniami i zamierzają dopiero w ciągu pięciu lat podwoić ich liczbę.

Źródłem izolacji Polski jest konflikt wartości i wynikający z niego brak zaufania do polskiego obozu rządzącego, flirtującego z europejską nacjonalistyczną prawicą, równie antyunijną, co prorosyjską. Nie pomogły też gesty Dudy wobec Pekinu. Poczucie obcości wzmagają tendencje autorytarne – ataki na praworządność i na niezależność wymiaru sprawiedliwość, na media („lex TVN") i opozycję („lex Tusk"), także na mniejszości, w tym na środowiska LGBT+.

Tego rządu, z wyjątkiem Węgier Orbána, który to czyni we własnym interesie, nie popiera żadne państwo w regionie, za którego lidera chce uchodzić Polska, gdyż inni zdecydowanie odrzucają sugerowany wybór między UE i Berlinem a Warszawą. A raczej go dokonują i nie uznają obecnego polskiego rządu za punkt odniesienia dla swoich polityk. Stąd także praktyczny zanik Trójmorza, za którego projekty infrastrukturalne i tak miałaby w ogromnym stopniu płacić UE.

Wyrazem swoistej samoizolacji był dostrzeżony brak Polski wśród państw, które dołączyły do deklaracji gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy, ogłoszonej przed szczytem NATO w Wilnie przez Grupę G7 – natychmiast uczyniły to Czechy, Dania, Hiszpania, Holandia, Norwegia i Szwecja. Konflikty z Kijowem na tle importu produktów rolnych i Wołynia okazują się ważniejsze niż przyszłość Ukrainy i bezpieczeństwo Polski.

Politycy, dyplomaci i dziennikarze nieustannie ze sobą rozmawiają i wymieniają się ocenami. Rośnie przekonanie w państwach bałtyckich, także w Kijowie, że obecna polityka Warszawy utrudnia przystąpienie Ukrainy do Unii. Przyglądając się jednak polityce Orbána i PiS, dostrzega się w reszcie Europy niebezpieczeństwo dla zwartości i skuteczności działania Unii po przystąpieniu państw tak potencjalnie niestabilnych i nieprzewidywalnych politycznie, jak duża i straumatyzowana po wojnie Ukraina, Mołdowa czy Serbia.

Nikt nie chce więcej PiS w Europie, poza samymi PiS-owcami, polskimi i zagranicznymi.

 

*)         Eugeniusz Smolar jest analitykiem i członkiem Rady Centrum Stosunków Międzynarodowych, byłym dyrektorem Sekcji Polskiej BBC.

 

No comments:

Post a Comment

Poland’s future on the ballot in October

Poland’s future on the ballot in October When asked what is at stake in the upcoming Polish parliamentary elections, the answer is simple: t...